Brochów i jego labirynt

Brochów i jego labirynt Opat Siegesmund Passionus odetchnął z ulgą. Sporo obowiązków, ale z Bożą pomocą wszystkiemu podoła. A na pewno łatwiej będzie o przemyślane decyzje i skupienie tutaj, w brochowskim pałacyku... Dziś z opatem kanoników regularnych reguły św. Augustyna łączy nas przypałacowy park na Brochowie, najstarszy we Wrocławiu. Teren ten od XII wieku należał do klasztoru wrocławskich augustianów, których zasadniczą siedzibą był okazały klasztor "przyklejony" do kościoła na wyspie Piasek. Papieski dokument już w 1193 potwierdził fakt tej darowizny na rzecz zakonników, dokonanej wcześniej przez Henryka Brodatego (męża św. Jadwigi Śląskiej). Był tu folwark, gospodarstwo, ogród. W XVIII wieku zbudowany został barokowy pałac, a otaczające go tereny troskliwie pielęgnowano, tworząc typowy barokowy park w stylu francuskim: z kamiennymi posągami, starannie przystrzyżonymi kobiercami bukszpanowymi, regularnymi kwaterami, alejami obsadzonymi starannie dobranymi drzewami, a także z egzotycznymi akcentami - w letnie dni wystawiane były donice z drzewkami pomarańczowymi, a w specjalnie zbudowanym "domku ananasowym" dojrzewały ananasy. Później park został przekształcony w park krajobrazowy, a po 1810 roku trafił wraz z pałacem w ręce rodziny Walterów i pozostał w ich posiadaniu do końca II wojny światowej. Dziś jest to jeden z najmniejszych wrocławskich parków, ale jego uroda wciąż zachwyca. Położony na rubieżach miasta, przez lata nie cieszył się zainteresowaniem wrocławian i powoli podupadał. Dopiero w latach 90. XX wieku los się do niego uśmiechnął. Rozpoczęto jego solidną rewitalizację, przeprowadzoną pod kierunkiem Lesława Chudzyńskiego. Wrocławski labirynt Park Brochowski to właściwie tylko trzy równoległe alejki, jedna poprzeczna, kilka mostków, mała fontanna, stawek, kącik zabaw dla dzieci... Ale tam właśnie jest najsłynniejszy wrocławski... labirynt. Najprawdziwsza plątanina wąskich grabowych "korytarzyków" - niektórych "ślepo" zakończonych - prowadząca do serca labiryntu, czyli pamiątkowego kamienia i dębu. Taki spacer niektórym może podnieść ciśnienie krwi lub poziom adrenaliny... Park Brochowski to oaza spokoju. Spotkać tam można spacerowiczów, zakochane pary, rodziców z dziećmi... To także doskonałe miejsce do uprawiania popularnego marszu z kijkami (najlepiej z przewodnikiem). Oko cieszy przepiękny drzewostan, choć sympatycy tego zakątka doskonale pamiętają nawałnicę sprzed kilku lat, która poczyniła wiele spustoszeń. Znawcy tematu łatwo dostrzegą piękne okazy lip, dębów, jesionów, sosny czarnej, olchy czarnej, a także np. skrzydłorzechu kaukaskiego czy - uważanego przez botaników za roślinę inwazyjną - rdestowca sachalińskiego. Wieża ciśnień, wille, kolej... Granicę parku na dużym odcinku stanowi rów z wodą, a w zaroślach oddzielających park od linii kolejowej, dla większego bezpieczeństwa bawiących się dzieci, ukryte jest ogrodzenie, przypominające swoim wyglądem dźwiękochłonny ekran. Kto dotrze już na Brochów, ten powinien przespacerować się po całym osiedlu. Już na początku XX wieku to podwrocławskie osiedle miało swoją łaźnię, dwa kościoły, ratusz, szkołę ludową i szkołę średnią, własną sieć wodociągową i kanalizacyjną, gazownię i niewielki zakład energetyczny. Poza tym niezłe połączenie komunikacyjne z Wrocławiem, no i przede wszystkim było bardzo ważnym węzłem kolejowym. Po latach Brochów powoli odzyskuje swój blask, także dzięki działalności Towarzystwa Przyjaciół Brochowa. Budują się nowe domy, powstaje całe osiedle budynków TBS-u. Planowana jest odbudowa zapuszczonego, a przecież zabytkowego, budynku stacji kolejowej. Warto wybrać się na spacer w starą, przedwojenną, willową część osiedla. Warto przyjrzeć się jednej z kilku tylko wrocławskich zabytkowych wieży ciśnień. Warto wybrać się na Brochów. Warto! Kinga Tomaszewska Przewodnik miejski - WroTA