Hans von Tschirn - rozbójnik

Hans von Tschirn - rozbójnik

Prawdopodobnie umarł na szubienicy, ale jak na rycerza przystało - w ostrogach - tak mówi jedna z wersji legendy o największym rabusiu z Dolnego Śląska, Hansie von Tschirnie.

Pochodził ze zniemczonego rodu rycerskiego i w swoim życiu dorobił się prawdziwej fortuny - wszystko za sprawą licznych grabieży. Najwięcej ucierpieli na nich kupcy z Wrocławia i Świdnicy, ale mało kto mógł czuć się bezpieczny z żołdakami von Czirna. Wrodzony spryt i przysłowiowe szczęście pozwoliły mu prowadzić zbójecki proceder przez kilkadziesiąt lat.

W XV-wiecznym Śląsku żyło wielu podobnych rabusiów. Sprzyjała temu zawiła sytuacja polityczna. Kraina była podzielona na wiele rywalizujących ze sobą księstw. Dodatkowo pierwsza połowa wieku upłynęła pod znakiem husyckich najazdów, podczas których wiele miast spalono. W drugiej połowie wieku też nie było spokojnie. Rywalizacja czesko-węgiersko-polska wkroczyła w decydującą fazę. Przez Śląsk przetaczały się masy wojska, siejąc chaos i zniszczenie, co "przedsiębiorczy" ludzie pokroju von Czirna potrafili doskonale wykorzystać.

Bracia rozbójnicy

Nasz bohater urodził się w zamożnej rodzinie rycerskiej, do której należało kilka zamków na terenie Pogórza Sudeckiego. Z początku był przykładnym rycerzem, brał udział w bitwie pod Grunwaldem (po stronie krzyżackiej). Udało mu się ją przeżyć i powrócić w rodzinne strony, gdzie wraz z bratem Opitzem zmienili tryb życia i stali się rycerzami - rozbójnikami.

Początkowo nie mieli na tym polu większych sukcesów, ale narastająca zawierucha związana z wojnami husyckimi, bardzo ułatwiła im zadanie. Von Czirnowie wkupili się w łaski Elżbiety - żony księcia Ludwika II Brzeskiego, który za jej wstawiennictwem, przekazał im pod opiekę całą ziemię strzelińską. Hans został nawet starostą, a na pobliskim wzgórzu wzniósł swój kamienny zamek - Gromnik. Posiadał zresztą kilka innych warowni, m.in. Niesytno czy Sokolec.

W 1428 roku pod Strzelin przybyły wojska husytów pod dowództwem Prokopa Łysego. Von Czirnowie wykazali się dużym sprytem, gdyż nie tylko poddali miasto najeźdźcom, ale również przeszli na ich stronę. Nie uczynili tego z pobudek religijnych. Pod płaszczykiem husyckiej ideologii mogli teraz bezkarnie grabić i rabować, spodziewając się protekcji silnych czeskich protestantów.

Egzekucja wydawała się nieunikniona

Mieszczanie Wrocławia, Świdnicy i innych miejscowości skarżyli się wrocławskiemu biskupowi Konradowi na niegodziwości von Czirna, ale dopóki większe oddziały husytów zapuszczały się na Dolny Śląsk, trudno było rabusia schwytać. Dopiero w 1432 roku mieszczanie u boku biskupa niespodziewanie wyruszyli na zamek Niesytno i po krótkim oblężeniu, zdobyli go, biorąc obydwu braci do niewoli.

Egzekucja wydawała się nieunikniona, ale Hans znowu wykazał się sprytem. Nie tylko obiecał przejście na stronę katolików, ale zagwarantował im, że wyda w ich ręce kilku husyckich przywódców. Von Czirnów wypuszczono. Zaprosili oni do swojego zamku Sokolec dwóch lokalnych przywódców husytów - Bedricha i Michałka, których podstępem pojmano i wydano w ręce biskupa. Wściekli husyci napadli i zniszczyli zamek Sokolec, ale von Czirnowie już dawno stamtąd uciekli.

Trudno zmienić dawne upodobania, dlatego po kilku latach spokoju, von Czirnowie wrócili do starego procederu. Napadali na karawany, wioski, a nawet plądrowali przedmieścia śląskich miasteczek. Szczególnie zawzięli się na dobra należące do biskupa Konrada - tego, który darował im poprzednio wszystkie winy. Bazą rabusiów był zamek Gromnik.

Wpadli przez alkohol

W 1443 roku wojska Wrocławia i kilku innych sprzymierzonych miast i książąt uderzyły na Gromnik, szybko go zdobywając. Tymczasem ani Hansa, ani Opitza nie było wtedy na zamku. Wkrótce, za wstawiennictwem wspomnianej wcześniej Elżbiety Legnicko-Brzeskiej, ponownie odpuszczono im winy i pozwolono na legalny zakup miasta Strzelina oraz odbudowę zamku Gromnik. Ktokolwiek spodziewał się, że von Czirnowie się uspokoją, był w wielkim błędzie. Słynni raubritterzy wciąż kontynuowali swoją zbójecką działalność. Jej kres przyniósł dopiero... alkohol.

Rycerz Gunzel von Świnka, właściciel zamku Świny słynął ze swego zamiłowania do alkoholu. Jego pijackie popisy były podziwiane w całej środkowej Europie i nie było nikogo, kto mógłby dorównać mu w pijaństwie. W 1455 roku Hans i Opitz napadli na wóz, który wiózł piwo i wino do zamku Świny. Cały ładunek został odstawiony do zamku Niesytno, gdzie rozpoczęło się świętowanie.

Tymczasem ciągle spragniony Gunzel von Świnka dowiedział się o napadzie von Czirnów. Wściekł się, zebrał watahę zbrojnych rycerzy i uderzył z zaskoczenia na siedzibę rabusiów. Pijani nie stawiali większego oporu. Hans próbował szukać schronienia w zamkowej kaplicy, ale wściekły Gunzel nie uszanował poświęconej ziemi i bezlitośnie zamordował von Czirna. Taki był koniec najsłynniejszego śląskiego raubrittera.

Według późniejszej legendy, Czirna powiesili mieszczanie z Wrocławia i Świdnicy za jego niecne występki. Jednak jako rycerzowi przysługiwało mu prawo pójścia na szafot w ostrogach.

Maciej Molczyk
przewodnik miejski - WroTA